Puerto Rico to nic specjalnego, typowe turystyczne miasteczko z wieloma restauracjami serwującymi dania z całego świata oraz brytyjskim pubami oferującymi angielskie śniadania. Zdecydowanie jednak polecam odwiedzić urokliwą miejscowość Puerto de Mogan, z ładną plażą, licznymi sklepami, barami i restauracjami. Miasteczko jest śliczne, wymuskane, nieomalże jak z obrazka – białe domki z pergolami porośniętymi cudownymi, kolorowymi kwiatami o bardzo intensywnych barwach. Jak sama nazwa mówi znajduje się tutaj porcik z którego można wypłynąć w rejs żółtą łodzią podwodną lub łódką ze szklanym/przezroczystym dnem.
Wracając do hotelu ponownie zatrzymaliśmy się w Puerto Rico, aby zejść na plażę i wykąpać się w niesamowicie błękitnej wodzie.
Drugiego dnia wybraliśmy się na wycieczkę trasą wiodącą przez środek wyspy. W Maspalomas odbiliśmy na północ w kierunku Fatagi. Wspinając się stopniowo w górę rozpościerały się przed nami wspaniałe widoki. Warto zatrzymać się w Fatadze, napić się tu kawy i przespacerować wąskimi uliczkami pośród pobielonych domków i poczuć niesamowitą cieszę i spokój tego miejsca.
Jadąc przez środkową część wyspy, co chwilę wyłaniają się co raz to inne, ciekawsze i piękniejsze widoki, a w tym najwyższy punkt wyspy, a jednocześnie jej symbol – Roque Nublo.
Kierując się dalej na północ zatrzymaliśmy się na chwilę w miasteczku Teror, w którym można oglądać tradycyjne XVIII-wieczne kamienice ozdobione charakterystycznymi, kanaryjskimi, drewnianymi balkonami.
Ostatni postój zrobiliśmy w miasteczku Firgas, gdzie znajduje się ciekawy pasaż. Na jego środku została wybudowana kaskada, która symbolizuje występującą w tym regionie wodę mineralną o właściwościach leczniczych. Obok kaskady ustawiono cudowne ławeczki wyłożone ręcznie malowanymi, ceramicznymi kafelkami. Każda ławeczka symbolizuje poszczególne gminy wyspy – nad każdą z nich znajduje się ich nazwa i herb, natomiast same ławeczki wyłożone są ręcznie malowanymi kafelkami, które ukazują najbardziej charakterystyczne obiekty danego regionu. Nieco wyżej, w dalszej części pasażu, w ciekawy sposób zaprezentowano wszystkie wyspy archipelagu, ukazując ich flagi, herby i symboliczne miejsca (również namalowane na kafelkach) oraz niewielkie trójwymiarowe modele poszczególnych wysp.
Trzeci dzień był chyba najciekawszy – wybraliśmy się w trasę słynną drogą GC-200 biegnącą wzdłuż zachodniego wybrzeża wyspy. Droga ta jest opisywana jako trudna i bardzo wymagająca dla kierowców. Owszem jest kręta, nawet bardzo, ale myślę że każda osoba, która na co dzień jeździ samochodem da radę ją przejechać. Nie polecam jej natomiast osobom, które cierpią na chorobę lokomocyjną, ponieważ jest to droga składająca się z samych zakrętów;) Dzięki temu jednak zapewnia fantastyczne wrażenie i cudowne widoki klifów, dolin, zboczy gór i oceanu. Pierwszy przystanek warto zrobić za miejscowością Mogan, po wspięciu się na przełęcz z której rozpościera się z jednej strony widok w dół dolinki Mogan, a z drugiej na piękny wąwóz w głębi wyspy. Kolejny ciekawy punkt widokowy znajduje się obok niezwykle kolorowych skał „Azulejos”. W niewielkim barze można kupić lokalne wyroby spożywcze, owoce oraz koktajle owocowe z dodatkiem np. owocu opuncji – polecam!
Kolejnym ciekawym miejscem w którym trzeba się zatrzymać, a które szczególnie polecam wszystkim fanom kaktusów, choć nie tylko, jest Cactualdea – ogromny ogród kaktusowy. Można tam zobaczyć mnóstwo przeróżnych gatunków tych roślin. Zdecydowanie mogłabym tam spędzić cały dzień, spacerując między kaktusami i pstrykając im zdjęcia, ale niestety musieliśmy się sprężać ponieważ czekała na nas dalsza część wyspy.
Za San Nicholas droga prowadzi samym brzegiem klifu. Można się tu zatrzymać na jednym z punktów widokowych skąd widać okazały zarys pobliskiej Teneryfy z jej najwyższym szczytem – Teide.
Z tego miejsca prowadzi chyba najciekawszy, a zarazem najbardziej niebezpieczny odcinek trasy. Droga jest tu wykuta w skale, która w wielu miejscach groźnie wisi nad przejeżdżającymi samochodami. Dlatego też na pewnym jej odcinku została rozpięta stalowa siatka mająca na celu łapanie odpadających odłamków skał.
Na koniec trasy zjechaliśmy nieco z utartego szlaku i podjechaliśmy do Sardiny, niewielkiej miejscowości, gdzie już raczej nie docierają turyści. Znajduje się tam niewielka plaża, choć woda po tej części wyspy jest o wiele chłodniejsza niż na południu oraz kilka knajpek. W jednej z nich postanowiliśmy coś przekąsić, ja podpatrzyłam u kogoś danie z ciecierzycy, które wspaniale mi zapachniało i postanowiłam go skosztować – okazało się, że było to niesamowicie smaczne połączenie ciecierzycy z hiszpańską szynką, cebulką, czosnkiem i ziołami. Polecam!
W drodze powrotnej przejechaliśmy przez miasto Galdar położone u stóp stromego wzgórza. Centrum miasta wyglądało bardzo ciekawie, jednak z powodu dość późnej pory nie zatrzymaliśmy się tu na dłużej. Jednak ponownie, jest to kolejny powód, aby jeszcze raz odwiedzić główną wyspę Kanarów 😉
Wakacje to oczywiście nie tylko zwiedzanie i jeżdżenie samochodem. Dlatego też przez pozostały czas oddawaliśmy się słodkiemu lenistwu – wylegiwaliśmy się na leżakach, pławiliśmy się w basenie, siedzieliśmy przy barze, piliśmy, jedliśmy i gadaliśmy, graliśmy (Scrabble i Monopoly karciane), a wieczory spędzaliśmy czas przy muzyce na żywo.
Pozdrawiam!


Skomentuj Izabela Miszczyk fajna-sprawa. Anuluj pisanie odpowiedzi